poniedziałek, 31 grudnia 2012

Z literą w tle - podsumowanie grudnia i... Szczęśliwego Nowego Roku!


 
Kończy się grudzień, a z nim cały 2012 rok. Korzystając z okazji, przyjmijcie ode mnie najszczersze życzenia, aby Nowy Rok był dla Was wspaniały,pełen radości i sukcesów, a także bogaty w czytelnicze doznania.

Niech "13" okaże się dla Was szczęśliwa!!! :)

Życzę Wam również udanej i szampańskiej imprezy sylwestrowej!!!



Przechodząc do wyzwania, tak oto przedstawiają się statystyki:  

Ostateczna lista uczestników i ich osiągnięć wygląda tak:
Nutinka - 12
Gosia B - 6

la_pinguin - 6
Agata P - 5
Ania - 5
ejotek - 5
Agnieszka czyta... - 4

Fka - 4
alison2 - 3
Anek7 - 3
Kasia J. - 3

Leanika - 3
Magda - 3  

Anytsuj - 2
Halinka - 2

karkam - 2
Kinga - 2
Tala - 2
Zosiek - 2  

Listę lektur naszych uczestników możemy obejrzeć TUTAJ 

Liczba osób, która ukończyła wyzwanie z przeczytaną co najmniej jedną książką - 27
Łączna liczba książek przeczytanych przez uczestników - 82
Niekwestionowaną królową wśród autorów, po których sięgaliście w tym miesiącu jest Agata Christie.




W grudniu zdecydowanie wyróżniła się Nutinka, która ma na swoim koncie aż dwanaście przeczytanych książek! Na drugim miejscu mamy dwie uczestniczki - Gosia B i la_pinguin, które przeczytały po sześć książek w ramach wyzwania. Dziewczyny, gratuluję Wam serdecznie!!! Pozostałym uczestnikom również gratuluję i dziękuję, a jednocześnie zapraszam do zapisywania się na kolejny miesiąc :)


Wiem, że niektórym literka "C" bardzo przypadła do gustu, z czego bardzo się cieszę! Mam nadzieję, że nowa również Wam się spodoba :) Otóż tą literką będzie:
  
"K"

Życzę Wam owocnych poszukiwań i już czekam na zgłoszenia :)

Ważne! Proszę Was o podmienienie linku pod banerkiem z wyzwaniem u Was na blogach, ponieważ na ten miesiąc została utworzona nowa zakładka.

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Wesołych Świąt! :)



Dzisiaj, nadszedł pewien rodzaj ciszy,
Taki w której się dużo usłyszy,
I saneczki w chmurach mknące,
I gwiazdki na ziemie spadające
A gdzie to czujne czekanie?
Poczekajmy, a dzisiejszej nocy cud się stanie.

Kochani, nadeszły w końcu jedne z najcudowniejszych dni w roku, więc przyjmijcie ode mnie najszczersze życzenia - zdrowych, radosnych świąt spędzonych w gronie najbliższych, niech te wyjątkowe dni odpędzą złe myśli i troski. Życzę Wam również wielu fantastycznych prezentów, a w szczególności pięknych i wymarzonych stosików z książkami! :)



piątek, 21 grudnia 2012

"Wiek cudów" Karen Thompson Walker






Autor: Karen Thompson Walker
Tytuł: Wiek cudów
Wydawnictwo: Znak, 2012
Ilość stron: 302



Temat nie może być bardziej aktualny niż tu i teraz, kiedy nasze umysły analizują wieści o prognozowanym końcu świata. Wierzymy czy nie wierzymy w koniec ludzkości? Czy może właśnie w tej chwili z trwogą spoglądamy w niebo, wyglądając złowieszczych znaków świadczących o zbliżającym się meteorycie? A może wytężamy wszystkie zmysły, by dostrzec choćby najmniejsze drgnięcie zapowiadające katastroficzne trzęsienie ziemi. Ilu ludzi siedzi właśnie w wybudowanych przez siebie schronach? Ile jeszcze tragicznych wersji końca świata powstanie w ludzkich głowach?   

A gdyby tak świat uległ spowolnieniu? Kula ziemska stopniowo traci naturalne tempo obrotu wokół własnej osi. Na początku nic, zupełnie nic, nie zapowiada katastrofy. W telewizji nie pojawiają się żadne doniesienia o jakichkolwiek anomaliach, nie ma żadnych ofiar, nigdzie nie widać pożarów spowijających miasta, wody w oceanach nie mają zamiaru złożyć się w gigantyczne tsunami... Początek końca jest właściwie niewidzialny. Do czasu, aż zaczynamy dostrzegać, że noc staje się nieco dłuższa, natomiast Słońce na koniec dnia z pewnym ociąganiem kryje się za horyzontem. Doba zyskuje dodatkowe minuty, z dnia na dzień jest ich coraz więcej. Czy marzycie czasem o tym, żeby doba miała 48 godzin? Otóż właśnie to marzenie się spełniło! Tylko, czy na pewno jest to powód do radości? Coraz częściej zdarza się, że gdy wstajemy rano do pracy, za oknem właśnie zapada zmierzch. Kiedy szykujemy się do spania, na niebie dumnie króluje Słońce. Codziennie docierają do nas coraz gorsze prognozy, świat powoli popada w chaos. Zwiększa się liczba samobójstw, promieniowanie słoneczne staje się coraz bardziej niebezpieczne. Zaczyna brakować żywności, ponieważ wszystkie rośliny zaczynają usychać. Naukowcy pracują nad genetycznie modyfikowanymi warzywami, które byłyby zdolne przetrwać w skrajnie niesprzyjających warunkach. Niestety, z marnym skutkiem. I co dalej?

W tej niepewnej sytuacji znalazła się główna bohaterka powieści - nastoletnia Julia. Jest zarazem narratorką, więc wszystko to, co dzieje się na świecie, poznajemy z jej perspektywy. Korzystamy z jej wiedzy i obserwacji. Trzeba tu dodać, że jest doskonałym i jak na swój wiek bardzo dojrzałym obserwatorem. To właśnie ona stara się zwrócić nam uwagę na to, że prawdziwą tragedią nie jest to, co szykuje nam natura, a to, co dzieje się z nami - ludźmi. Czy stając w obliczu katastrofy, jesteśmy w stanie zachować choćby trochę człowieczeństwa? Jak zareagujemy na nieustanne poczucie strachu, niepewności, zagrożenia i samotności? 

Karen Thompson Walker posłużyła się doskonale znanym nam motywem końca świata, przerobionym na wszelkie możliwe sposoby. Jak sobie poradziła? Myślę, że całkiem nieźle. Może nie wyszła przed szereg, nie wybiła się żadnym nowatorskim rozwiązaniem, ale powieść czyta się dosłownie jednym tchem. Mimo że tematyka dotyczy apokaliptycznych wizji, styl utworu zbliża go raczej do powieści o tematyce obyczajowej.

"Wiek cudów" nie należy do powieści, w których zbyt wiele się dzieje. Nie znajdziemy tu widowiskowych akcji rodem z filmu "2012". Sama katastrofa nie jest jednym z głównych bohaterów. Owszem, prowadzi do destrukcji świata, ale jest tylko tłem wydarzeń, motorem napędzającym upadek ludzkich wartości.  

"Później, wracając myślami do tych pierwszych dni, doszłam do wniosku, że jako gatunek uświadomiliśmy sobie wtedy, iż przejmowaliśmy się nie tym, czym należało się przejmować: dziurą w warstwie ozonowej, topnieniem pokryw lodowych, zachodnim Nilem, świńską grypą i morderczymi pszczołami. Ale chyba nigdy nie jest tak, że następuje akurat to, czego się obawiamy. Prawdziwe katastrofy zawsze okazują się inne - niewyobrażalne, zaskakujące i nieznane". 

Moja ocena: 4,5/6   

czwartek, 13 grudnia 2012

"Atlas chmur" David Mitchell





Autor: David Mitchell
Tytuł: Atlas chmur
Wydawnictwo: MAG, 2012
Ilość stron: 544







Model czasu: niekończąca się matrioszka z namalowanymi momentami, każdą laleczkę (teraźniejszość) umieszczoną wewnątrz łańcucha laleczek (wcześniejsze teraźniejszości) nazywam faktyczną przeszłością, ale postrzegamy ją jako przeszłość wirtualną. Laleczka "teraz" w podobny sposób obejmuje łańcuch wszystkich teraźniejszości, ktore dopiero nastąpią, a które ja nazywam faktyczną przyszłością, lecz postrzegamy je jako przyszłość wirtualną. 

"Atlas chmur" to właśnie niezwykle kunsztowna literacka matrioszka - piękna, niezwykła, mądra. Porusza, zmusza do myślenia, a gdy przyjdzie na to odpowiedni moment - wywołuje uśmiech na twarzy. Matrioszka Mitchella składa się z sześciu laleczek (czyli sześciu opowiadań), które wydawałoby się nic ze sobą nie łączy. Uważny czytelnik wyłapie jednak subtelną sieć pewnych zależności, które niczym pajęczyna snuje się między przeszłością i teraźniejszością, a także przyszłością. Ten sam czytelnik zacznie zastanawiać się nad losami ludzkiej duszy. Czy rzeczywiście "dusze przemierzają wieki, jak chmury przemierzają niebo"? Jaki wpływ na jednostkę ludzką ma to, co było, i jaki wpływ ta jednostka będzie miała na to, co dopiero będzie? 

Podczas gdy będziemy próbowali sobie odpowiedzieć na te pytania (i jeszcze wiele innych, które zrodzą się w naszej głowie podczas czytania powieści), będziemy świadkami sześciu różnych historii, rozgrywających się na przestrzeni wieków. "Atlas chmur" to swoista podróż w czasie, którą odbędziemy w bardzo nietypowy sposób. Pierwsza, a zarazem najstarsza laleczka z naszej matrioszki, przedstawia losy Adama Ewinga, amerykańskiego notariusza odbywającego podróż przez Pacyfik w 1850 r. Kiedy przebrniemy już przez część powieści, przywykniemy do dość trudnego XIX-wiecznego języka, historia nagle się urywa. I oto poznajemy nowego bohatera - Roberta Frobishera, młodego wydziedziczonego kompozytora, który musi nieźle się nakombinować, by zarobić na chleb. Zapoznamy się także z dziennikarką, która wplątuje się w wielką i zagrażającą jej życiu aferę. Będziemy towarzyszyć wydawcy książek, Timothy'emu Cavendishowi, w ucieczce przed gangsterami, a także wysłuchamy wywiadu, którego udziela genetycznie modyfikowana fabrykanta, przeżywająca Uniesienie. Zakończenia tych opowieści nie poznajemy od razu. Mitchell pozostawia nas w ten sposób w niepewności, ale gdy dotrzemy do kulminacyjnego momentu, czyli jedynej historii opowiedzianej w całości, wszystko po kolei zaczyna się wyjaśniać. 

Nowatorskie rozwiązania zastosowane przez autora nie dotyczą tylko kompozycji powieści. To, co wyróżnia książkę spośród innych, to różnorodność form narracyjnych i gatunkowych. Mamy tu więc takie formy przekazu jak dziennik, listy, wywiad, gawęda, natomiast obok powieści sci-fi znajduje się thriller. Taki misz-masz mógłby wywołać pewien chaos, lecz autor potwierdził tylko swoje niezwykłe pisarskie umiejętności, pokazując, że fantastycznie radzi sobie z każdą formą literacką, a ich różnorodność tworzy niezwykle spójną i bardzo przemyślaną całość. Warstwa językowa z kolei raz po raz wprawiała mnie w zdumienie. Każde z opowiadań jest napisane w języku odpowiadającym realiom i czasom, których ono dotyczy. Wyjątkowym kunsztem językowym autor wykazał się, pisząc historię Sonmi~451, w której mamy wielkie bogactwo neologizmów i przekształceń słów dobrze nam znanych. Jednak prawdziwy geniusz Mitchella objawił się w najlepszym, moim zdaniem, opowiadaniu - o Zachariaszu i wizji postapokaliptycznego świata po Upadku. Wszystko tu jest na najwyższym poziomie.

Biorąc do ręki "Atlas chmur", nie nastawiajcie się na literaturę lekką i łatwą. Przygotujcie się raczej na intelektualną grę między czytelnikiem a autorem, otwórzcie się na każde słowo płynące z lektury, dajcie się uwieść bohaterom, których los nie będzie Wam obojętny. Gwarantuję Wam najwyższych lotów literacką ucztę.                  


Moja ocena: 6/6   



Za niezwykle inspirującą powieść i fascynującą podróż w czasie bardzo dziękuję Wydawnictwu MAG
 

piątek, 30 listopada 2012

Z literą w tle - podsumowanie listopada


Listopad zaliczony :) Z tego, co mi pisaliście na początku miesiąca, obawiałam się, że "eLka" powodzenia mieć nie będzie, ale statystyki mówią co innego :) Chęć wzięcia udziału w wyzwaniu wyraziły 33 osoby, a więc naprawdę sporo :) Kochani, bardzo dziękuję Wam za ten kolejny wspólnie spędzony miesiąc :* Listopad nie był dla mnie szczególnie łaskawy, jeśli chodzi o wenę (do czytania i pisania), dni uciekały mi jak szalone, ale dzięki Wam czułam się bardzo zmobilizowana do tego, by całkowicie nie zaniedbać swojego bloga :)  I za to również Wam dziękuję!
 

Ostateczna lista uczestników i ich osiągnięć wygląda tak:

Ania - 5
karkam - 4
la_pinguin - 4  

Krasnoludek - 3
Magda - 3
Agata P - 2

alison2 -2
Dominique - 2
Kasia J. - 2
Kinga - 2
Miłośnik książek - 2

Nutinka - 2
patrycja - 2

AnnRK - 1
Anytsuj - 1
bezrobotna.pl - 1

Cherry - 1
ejotek - 1
Ema Pisula - 1
Gosia B - 1
Halinka - 1
Honorata - 1
Imani - 1
Jenah - 1
Julia Orzech - 1
koczowniczka - 1
Magda K-ska - 1
magdalenardo - 1

Myśliwa - 1
natanna - 1

Skrzat - 1 

Listę lektur naszych uczestników możemy obejrzeć TUTAJ 

Trochę statystyki:
Liczba osób, która ukończyła wyzwanie z przeczytaną co najmniej jedną książką - 31
Łączna liczba książek przeczytanych przez uczestników - 53
Najczęściej czytanym przez Was autorem książek w tym miesiącu był Stieg Larsson.

W tym miesiącu rzutem na taśmę wygrała Ania, która wyrobiła 500% normy :) Na drugim miejscu mamy dwie uczestniczki - karkam i la_pinguin, które wyrobiły po 400% normy :) Dziewczyny, gratuluję Wam serdecznie!!! Pozostałym uczestnikom również gratuluję i dziękuję, a jednocześnie zapraszam do zapisywania się na kolejny miesiąc :)



A teraz będzie o tym, na co wielu z Was czeka z niecierpliwością :) Otóż, kolejny miesiąc upłynie nam pod znakiem litery:
  
"C/Ć"

Mam nadzieję, że nowa litera przypadnie Wam do gustu :) Życzę Wam owocnych poszukiwań i już czekam na zgłoszenia :)

Ważne! Proszę Was o podmienienie linku pod banerkiem z wyzwaniem u Was na blogach, ponieważ na ten miesiąc została utworzona nowa zakładka.


"Burza z krańców ziemi" Åsa Larsson



Autor: Åsa Larsson
Tytuł: Burza z krańców ziemi
Wydawnictwo: Otwarte, 2008
Ilość stron: 334




Książka trafiła do mnie dzięki temu, że szczęśliwie zostałam wylosowana w konkursie zorganizowanym przez Agatę P na jej blogu (jeszcze raz dziękuję!). Do tej pory nie miałam okazji zapoznać się z twórczością tej szwedzkiej pisarki, więc świetnie się złożyło, że zaczęłam od pierwszej części cyklu, czyli właśnie od "Burzy z krańców ziemi".

Przenieśmy się teraz do dobrze znanego nam mroźnego, surowego skandynawskiego klimatu. Nałóżmy na siebie kilka warstw ciepłej odzieży, puchatą czapę na głowę, a na nogi wsuńmy przyjemnie wypełnione grubą warstwą kożuszka wygodne buty, nie żadne tam jakieś modne kozaczki, które mogą doprowadzić tylko do paskudnych odmrożeń. Przygotujcie się na zwiedzanie małego miasteczka, które pod puchową śniegową pierzyną skrywa wielkie tajemnice i ludzkie dramaty. Ale oto przybywa do niego prawniczka, Rebeka Martinsson, która nieco odgarnie tego śniegu, odsłaniając przy tym nieprzyjemny brud i błoto. Brud, który może być niebezpieczny...

Rebeka wraca do rodzinnego miasta, by pomóc swej przyjaciółce z dawnych lat, która została oskarżona o zamordowanie własnego brata - przywódcy lokalnego protestanckiego kościoła. Wiktor był osobą powszechnie lubianą i bardzo dobrze znaną w miasteczku, można powiedzieć - miejscowy celebryta. Jednak komuś się naraził na tyle, że konflikt przypłacił życiem. Czy jego siostra, Sanna, miała wystarczający powód do tego, by posunąć się do tak dramatycznego czynu? Rebeka stara się zrobić wszystko, by odkryć prawdę. Będzie ją to sporo kosztowało, gdyż sprawa ta przywoła głęboko skrywane demony z przeszłości, mroczne i bardzo bolesne.

Bohaterowie powieści wzbudzają raczej mieszane uczucia. Rebeka w moich oczach to po prostu marionetka, za której sznurki umiejętnie pociąga Sanna. Najgorsze jest to, że doskonale zdaje sobie z tego sprawę, lecz nie potrafi nic z tym zrobić. Próbuje się buntować, szamocze się niczym mucha przyklejona do sieci pająka, lecz jej działania w tym kierunku nie przynoszą żadnych skutków. To w pewien sposób irytuje i mamy ochotę porządnie potrząsnąć naszą bohaterką. Tak samo mamy ochotę mocno przyłożyć Sannie, manipulantce, która jednocześnie jest tak słaba psychicznie (a może udaje?), że aż... ma się jej dość.  Właściwie nie do końca wiadomo, czy mamy do czynienia z dorosłą kobietą, czy z niedojrzałą emocjonalnie nastolatką.

Śledztwo trochę się wlecze i więcej w nim właściwie domysłów niż dowodów. Zabrakło mi tu, niestety, zaskakujących zwrotów akcji, które dodałyby akcji dynamiki. Mimo wszystko intryga jest na tyle ciekawie skonstruowana, że nie pozwoliła mi się oderwać od książki. Poza tym spodobał mi się język utworu. Do doskonałości jeszcze mu trochę brakuje, lecz gdy tylko autorka podszlifuje swój warsztat pisarski, może napisać coś naprawdę świetnego. A może już napisała, tylko o tym jeszcze nie wiem :) W każdym razie bardzo się cieszę, że "Burza z krańców ziemi" trafiła w moje ręce i jestem całkowicie pewna, że jeszcze niejeden wieczór spędzę przy kryminale autorstwa Åsy Larsson.

Moja ocena: 4,5/6   

Książka ta bierze udział w wyzwaniu "Z literą w tle" :)

czwartek, 29 listopada 2012

Rozliczenie z wiel-błądem :)

Spieszę do Was z wiel-błądowymi odpowiedziami, na które musieliście chwilę dłużej poczekać, za co Was bardzo przepraszam. Przypomnę jeszcze tylko Wasze zadanie, które mieliście rozwiązać.

Wybierz poprawną formę:
  1. Sześciu milionom jedenastu tysiącom narodzin towarzyszył lekarz położnik, czy: Sześć milionów jedenastu tysiącom narodzin towarzyszył lekarz położnik.
  2. Ten projekt badawczy zostanie zrealizowany w dwutysięcznym pierwszym roku, czy: Ten projekt badawczy zostanie zrealizowany w dwa tysiące pierwszym roku.
  3. Wręczono dyplomy tysiącowi laureatów, czy: Wręczono dyplomy tysiącowi laureatom, czy: Wręczono dyplomy tysiącu laureatom.
  4. Proszę wpisać słowami liczbę 21 do zdania: "Najlepiej grało mu się... kartami". 


Prawidłowe odpowiedzi:
  1.  Sześciu milionom jedenastu tysiącom narodzin towarzyszył lekarz położnik.
  2.  Ten projekt badawczy zostanie zrealizowany w dwa tysiące pierwszym roku.
  3.  Wręczono dyplomy tysiącowi laureatów.
  4.  Najlepiej grało mu się dwudziestoma jeden kartami.
Liczebniki chyba Was wystraszyły, bo z zadaniem zmierzyły się tylko cztery osoby :) czyli Magda K-ska, bezrobotna.pl, edika, Agata P, którym należą się wielkie brawa! :) Szczególne wyróżnienie należy się... całej waszej czwórce, ponieważ wszystkie miałyście po trzy prawidłowe odpowiedzi!!!

Błędy pojawiły się w tylko w punkcie trzecim, więc oddam teraz głos "Małemu słownikowi wyrazów kłopotliwych", z którego zaczerpnęłam przykład:

"(...) Niezależnie od swojej funkcji wyrazy tysiąc, milion i miliard łączą się z rzeczownikiem w dopełniaczu, a nie w tym przypadku, w którym same występują, np. Wręczono dyplomy tysiącowi laureatów, nie !tysiącowi laureatom. Jeszcze gorzej brzmi !tysiącu laureatom - z błędną formą celownika !tysiącu, będącą wynikiem analogii do innych liczebników i zaimków liczebnych, np. pięciu, stu, wielu laureatom" (s. 300, hasło: tysiąc, milion, miliard).

Ten punkt był, przyznaję, bardzo trudny i ręka do góry - kto z Was się nie dziwi, że właśnie taka forma jest prawidłowa :)  

piątek, 23 listopada 2012

Wiel-błąd i LB nr 2


Minęło już sporo czasu od momentu, kiedy ostatni raz przyplątał nam się tu jakiś wiel-błąd. Jako że książki dopiero się czytają (więc na razie nie pojawi się żadna recenzja), postanowiłam jakiegoś poszukać ;) I znalazłam. Dziś będzie o odmianie liczebników. Gotowi? Startujemy!

Wybierz poprawną formę:
  1. Sześciu milionom jedenastu tysiącom narodzin towarzyszył lekarz położnik, czy: Sześć milionów jedenastu tysiącom narodzin towarzyszył lekarz położnik.
  2. Ten projekt badawczy zostanie zrealizowany w dwutysięcznym pierwszym roku, czy: Ten projekt badawczy zostanie zrealizowany w dwa tysiące pierwszym roku.
  3. Wręczono dyplomy tysiącowi laureatów, czy: Wręczono dyplomy tysiącowi laureatom, czy: Wręczono dyplomy tysiącu laureatom.
  4. Proszę wpisać słowami liczbę 21 do zdania: "Najlepiej grało mu się... kartami". 


Chciałam tu jeszcze nadrobić pewną zaległość. Chodzi oczywiście o znaną zabawę Liebster blog :)

Pytania od 92ana:
1. Na początek imię i parę słów o sobie... :)
Kinga. Zawsze miałam problem z tym, żeby określić siebie w kilku słowach. Myślę, że wiele już się o mnie dowiedzieliście (lub dowiecie) z mojego bloga :)  

2. Jaka jest Wasza ulubiona autorka/autor?
Jonathan Carroll, a ostatnio odkrywam Cormaca McCarthy'ego.

3. Jakie są Wasze największe marzenia, najważniejsze cele i co robicie, żeby je osiągnąć?
Jeśli na czymś bardzo mi zależy, to potrafię być uparta i bardzo konsekwentna. Angażuję się w cel całą sobą. W tym momencie najbardziej marzę o tym, by móc zrobić studia podyplomowe. I jestem przekonana, że kiedyś to osiągnę :) 

4. Wasze motto życiowe?
Może to dziwnie zabrzmi, ale nie mam takiego. 

5. Ulubiona książka, film?
Czuję, że się wciąż powtarzam, ale napiszę jeszcze raz - "Droga" i "Wichrowe Wzgórza". Dorzuciłabym jeszcze "Milczący zamek" Kate Morton. Z filmów ciężko mi wybrać, bo dużo tego się nazbierało. Wyróżniłabym hiszpańskie horrory, "Jurassic Park" (ze względu na zainteresowania), za efekty specjalne uwielbiam film "2012". Z wielkim sentymentem traktuję stary horror pt. "Wstrząsy" :) Ech, dużo by tego wymieniać :)

6. Co skłoniło Was do założenia bloga i jak długo blogujecie?  
Całkiem niedawno stuknęło mi pół roku od momentu, kiedy zaczęłam przygodę z blogowaniem :) Co mnie skłoniło? Zawsze coś tam notowałam sobie na temat przeczytanych książek w zeszycie. Potem pomyślałam, że mogę to samo robić na blogu. Nawet nie przypuszczałam, że w ten sposób poznam tu aż tyle fantastycznych osób! Gdybym wcześniej wiedziała, już dawno założyłabym bloga :) 

7. Jak dużo czasu spędzacie na swoim blogu?
Zależy. Ostatnio troszkę mniej, ponieważ mam mały kryzys czytelniczy, i z pisaniem też troszkę gorzej. Ale mam nadzieję, że to tylko chwilowa niedyspozycja, bo blog traktuję niemal jak moje drugie dziecko ;) a dzieci się nie zaniedbuje :) 

8. Ile dziennie poświęcacie czasu na czytanie?:p
Przynajmniej godzinę dziennie. Inaczej czuję, że coś tracę. 

9. Gdybyście mogli spełnić swoje życzenie o co byście poprosili?
O pracę, która będzie dla mnie w pełni satysfakcjonująca :)

10. Jakie są Wasze zainteresowania/ hobby?:D 
Książki - to wiadomo :) Poza tym paleontologia, przez jakiś czas zajmowałam się scrapbookingiem (teraz zdarza mi się zdecydowanie za rzadko coś stworzyć), korekta językowa. Moim hobby (z tych dziwniejszych) jest także... kupowanie zeszytów wszelkiego rodzaju. Mam ich mnóstwo - częściowo wykorzystanych lub w ogóle :)  Skąd mi się to wzięło? Nie pytajcie, nie wiem. Ostatnio wyleczyłam się z kupowania długopisów i jestem z siebie dumna :D

11. Ulubiona pora roku? :D Dlaczego właśnie ta?:P
Wiosna. Lubię, kiedy świat budzi się do życia :)
 

wtorek, 20 listopada 2012

"Drood" Dan Simmons




Autor: Dan Simmons
Tytuł: Drood
Wydawnictwo: MAG, 2012
Ilość stron: 832

Zeszło mi trochę czasu zanim zabrałam się za tę recenzję. Kilka czynników się na to zebrało, ale w końcu jestem, by napisać parę słów o niezwykłym dziele Dana Simmonsa pt. "Drood".

Wszystko ma swój początek. W tym przypadku początek był niemal końcem życia słynnego pisarza - Charlesa Dickensa. Mowa tu o wypadku kolejowym pod Staplehurst z dnia 9 czerwca 1865 r., które to odcisnęło głębokie piętno na psychice niedoszłej ofiary. Wilkie Collins, narrator powieści, a także przyjaciel pisarza tak pisze o tym wydarzeniu: "Lokomotywa wioząca sukces, spokój ducha, zdrowe zmysły, rękopis oraz kochankę zmierzała wówczas - całkiem dosłownie - wprost w stronę wyrwy w torze i przerażającej katastrofy". Od tej tragicznej chwili Dickensowi, który cudem uniknął śmierci, dane było przeżyć jeszcze pięć lat. Jak już wspomniałam wypadek ten był początkiem czegoś nowego. Właśnie pod Staplehurst rozpoczęła się fascynująca, a zarazem przerażająca znajomość Dickensa z niezwykle tajemniczą postacią - czyli Droodem. Człowiek ten (o ile faktycznie był to człowiek) był "chudy jak szkielet, trupio blady". Głowę przywodzącą na myśl trupią czaszkę charakteryzował nienaturalnie krótki nos ("raczej dwie czarne szpary w białej jak ciało robaka twarzy, niż nos z prawdziwego zdarzenia") oraz drobne, ostre, nierówne zęby. Ponadto brakowało mu dwóch palców u prawej ręki, a także palca środkowego lewej. To "dziwadło" stało się w pewnym sensie obsesją Dickensa. By odnaleźć Drooda, pisarz zapuszcza się nawet w mroczne i bardzo niebezpieczne tereny Podmiasta. W wyprawach tych towarzyszy mu wspomniany już Wilkie Collins, postać zbyt niejednoznaczna, by móc go scharakteryzować i ocenić jednym słowem.

Collins z początku wydaje się być człowiekiem honoru, można powiedzieć dżentelmen w pełnej krasie. Był także pisarzem, lecz od początku żył w cieniu swego sławnego przyjaciela. Z czasem jego umysł zaczyna opanowywać zazdrość. Gdy mówi o Dickensie, często używa ironicznego zwrotu: "Pan Niezrównany". Wytyka wszelkie jego przywary i błędy przez niego popełniane. Kiedy zagłębiamy się coraz bardziej w lekturę, wyłania nam się obraz człowieka targanego emocjami. On również popada w obsesję. Ważnym aspektem wpływającym silnie na jego osobowość i zachowanie jest uzależnienie od laudanum (nalewka z opium), którą próbował leczyć podagrę. Początkowe niewielkie dawki "leku" szybko zwiększają swoją objętość. 

Wilkie Collins jest narratorem, a cała powieść ma formę spisanych wspomnień, których odbiorcą miał się stać czytelnik z... przyszłości. Czytelnik, żyjący ponad sto lat od czasu śmierci autora. Jest to bardzo ciekawy zabieg literacki, który został w najmniejszym szczególe świetnie dopracowany. Po pierwsze powieść zawiera niezwykłą dbałość o szczegóły społeczno-obyczajowe charakteryzujące XIX-wieczny Londyn, choć tu uprzedzam, że autor koncentruje się raczej na mrocznej i brudnej, cuchnącej rozkładajacymi się zwłokami stronie miasta. Będziemy zwiedzać z bohaterami przybytki przesycone oparami opium, a także pobłądzimy w licznych, ciemnych korytarzach podziemnego cmentarza. Kolejną rzeczą, o której chcę wspomnieć, to dygresje często pojawiające się w toku narracji. Mogą one nieco wybić z rytmu, lecz są one całkowicie niezbędne. Dodają naturalności wypowiedzi, których podstawową konstrukcją są przecież wspomnienia.  Dygresje te bardzo często odnoszą się do twórczości zarówno Collinsa, jak i Dickensa, a także do ich współpracy literackiej. Niejeden miłośnik znajdzie tu niezwykle ciekawe i cenne opisy poszczególnych dzieł obu pisarzy.

Podsumowując, "Drood" jest to kawał porządnie napisanego i wciągającego thrillera historyczno-fantastycznego, momentami zaskakującego do tego stopnia, że nie wiadomo, gdzie przebiega granica między tym, co prawdziwe, a tym, co mami nas swymi narkotycznymi wizjami...

Moja ocena: 5,5/6



Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu MAG
        


poniedziałek, 12 listopada 2012

Liebster blog :)

Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za “dobrze wykonaną robotę” Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.

Przyszła kolej i na mnie w tej zabawie :) I to wszystko dzięki trzem osobom, które mnie w ten sposób wyróżniły, czyli Karkam, ejotek i Cherry. W tym miejscu chciałabym Wam za to jeszcze raz gorąco podziękować :* Z przyjemnością odpowiem na wszystkie zadane przez Was pytania.


Pytania od Karkam:

Za jaką książkę pozwoliłabyś sobie uciąć palec (lub chociaż wyrwać parę włosów)?
Za wszystkie! :) Ale chyba najbardziej za "Drogę" C. McCarthy'ego.
 
Czym jest dla Ciebie czytanie?
Sensem życia. Potrzebuję czytania jak powietrza do oddychania. Urodziłam się po to, by czytać :)
 
Kto jest dla Ciebie wzorem do naśladowania?
Nikt konkretny. Nie ma ludzi idealnych, za to są tacy, których pewne cechy charakteru w jakiś sposób mi imponują. Podziwiam tych, którzy mają pasję i potrafią jeszcze na tym zarabiać :) To prawdziwe szczęście robić w życiu to, co się kocha, i jeszcze mieć z tego korzyści finansowe.
 
Gdzie chciałabyś dożyć swoich ostatnich chwil? Jest jakieś wyjątkowe miejsce na świecie?
U boku męża. Wiem, brzmi to banalnie, ale tak właśnie jest. Otoczenie nie ma dla mnie większego znaczenia. 
 
Kto jest Twoim ulubionym bohaterem książkowym?
Lisbeth Salander - bardzo ciekawa, nieszablonowa, intrygująca osobowość.
 
Gdy widzisz kałużę, to: omijasz ją czy skaczesz w sam jej środek?
Raczej omijam, ale raczej dlatego, że po prostu nie posiadam kaloszy :)
 
Jak układasz książki na półkach? Według wielkości, alfabetycznie czy seriami?
Według wielkości :)
 
Jesteś domatorką, czy wolisz biegać po świeżym powietrzu?
Domatorką, która jednak lubi złapać trochę świeżego powietrza :)
 
Koty, czy psy? 
Małe kociaki i psiaki zawsze mnie rozczulają. Więc i to, i to. W dorosłej wersji wolę jednak psy.   

Która pora roku, jest Twoją ulubioną?
Wiosna - nie jest ani za gorąco, ani za zimno. W sam raz dla mnie :)
 
A teraz zdradź nam swój numer konta bankowego i hasło! Hmmm, żartuję! Oczywiście, jeśli masz ochotę... Na serio? Napisz proszę, czy lubisz bujać w obłokach.
Oooo, i to bardzo. Wiele moich marzeń się wtedy rodzi. A marzenia lubią się od czasu do czasu spełniać :)
 
 
Pytania od ejotek:
 
Gdybyś miał/-a możliwość zabrać ze sobą na bezludną wyspę 5 przedmiotów - co by to było? 
Mąż (potraktuję go tu troszkę przedmiotowo :)), żeby zadbał o wszystko, co trzeba, i 4 książki ;)
 
Czy bierzesz udział w wyzwaniach czytelniczych? Uzasadnij odpowiedź 
O tak! Uważam, że to jest bardzo ciekawy sposób, by zwrócić uwagę na książki, które zalegają nam na półkach, czekając w nieskończoność na swoją kolejkę, albo sięgamy w bibliotece po te pozycje, które zwykle omijamy. Przykładowo, dzięki mojemu wyzwaniu sięgnęłam po "Drogę", którą w bibliotece namiętnie pomijałam :) Żałuję tylko, że nie mam więcej czasu na czytanie, by wziąć udział w większej ilości wyzwań.
 
Wolisz wakacje w górach czy nad morzem? 
W górach. Jedno z naszych wspólnych (moich i męża) marzeń jest posiadanie domku w górach.
 
Wymień 3 cechy prawdziwego przyjaciela 
Prawdziwy przyjaciel to taki, który był, jest i będzie przy mnie, bez względu na wszystko. Na dobre i na złe :)
 
Który autor, mimo pozytywnych opinii znajomych/rodziny/blogosfery nie spełnił Twoich oczekiwań? 
Jeszcze nie trafiłam na takiego :)
 
Która książka - Twoim zdaniem - powinna mieć ciąg dalszy? 
Hmm... nie przychodzi mi w tym momencie żadna taka książka do głowy.
 
Czym kierujesz się wybierając książkę do czytania na wieczór? 
Nastrojem. Często czytam po dwie książki naraz, bo jednego dnia mam ochotę na jedną, drugiego - na drugą :) Dużo zależy oczywiście też od tego, czy książka mnie wciągnie. Jeśli tak, to nawet nastrój nie ma tu większego znaczenia :)
 
Która książka, z dotychczas przeczytanych, najbardziej zapisała się w Twojej pamięci i dlaczego. 
"Wichrowe Wzgórza" E. Bronte i "Droga" C. McCarthy'ego - to te książki najmocniej zagrały mi na uczuciach. To one sprawiły, że nie mogłam przez jakiś czas czytać innych książek, bo wiedziałam, że mnie rozczarują tylko dlatego, że nie są "Drogą" i nie są "Wichrowymi Wzgórzami" :)
 
Po co sięgniesz gdy masz ochotę na coś słodkiego? 
Po czekoladę, muffinki z kawałkami czekolady i ciasta mojej mamy :)
 
Do czytania książek, z którego gatunku literackiego żadna siła Cię nie zmusi? 
Na tę chwilę - chyba harlequinów. Staram się raczej być otwarta na wszelkie gatunki literackie, ale tak jak już pisałam - dużo zależy od nastroju.
 
Poleć mi jakiś fajny tytuł do sprawienia sobie "pod choinkę" :)
Może coś Kate Morton?
 
 
Pytania od Cherry:
 
Twoja ulubiona książka? Dlaczego?
Jak już pisałam wyżej - "Wichrowe Wzgórza" i "Droga".
 
Jakbyś mógł przenieść się w czasie, gdzie i kiedy byś się przeniósł? 
Do ery mezozoicznej :D Chciałabym na żywo zobaczyć, jak wyglądało życie na Ziemi kilkadziesiąt milionów lat temu. Paleontologia (nauka o skamieniałościach) to jedno z moich większych zainteresowań.
 
Jakie zwierzę masz/chciałbyś mieć i z jakim imieniem?
Nie posiadam w tej chwili żadnego zwierzątka, ale w przyszłości pewnie będę mieć psa :) Jeszcze nie myślałam nad imieniem.
 
Ulubiony przedmiot w szkole?
Język polski i w-f.
 
Najgłupsza rzecz, jaką zrobiłaś w życiu?
Zdarzyło mi się zrobić w życiu parę głupot, ale to niech pozostanie moją słodką tajemnicą :) 
 
Twój ulubiony napój?
Jeszcze dwa tygodnie temu napisałabym - kawa, lecz niedawno odkryłam herbatę zieloną&czerwoną z pigwą i trawą cytrynową, w której moje kubki smakowe z miejsca się zakochały :)  
 
Ile książek czytasz rocznie?
Nie mam pojęcia, nie liczyłam. Chyba dużo :)
 
Co ci przypomina dzieciństwo?  
Oj, dużo by tu tego wymieniać :) Zwykle są to drobne przedmioty typu zdjęcia samochodów z gum Turbo, karteczki z segregatorów, poza tym bajki, książki, programy telewizyjne itp.
 
Ulubiony program TV?
Ostatnio "Wojny magazynowe", "Ice Road Truckers", "Masterchef" (wersja polska, amerykańska i australijska).
 
Do jakiej książki zaglądasz najczęściej? 
Do "Słownika poprawnej polszczyzny" :)
 
Twoje największe marzenie?  
Mieć pracę, która będzie związana z moją pasją. Marzę również o tym, by zwiedzić trochę świata :) 
 
Nie napiszę kolejnych pytań, ani nie wytypuję kolejnych osób, bo chyba wszyscy, których chciałabym wyróżnić, już brali udział w zabawie :) 

P.S. Mógłby mi ktoś wyjaśnić, dlaczego ni stąd ni zowąd nagle zmienia mi się czcionka i dlaczego nie umiem tego naprawić???

wtorek, 6 listopada 2012

Stosik listopadowy

Postanowiłam dziś odwiedzić moją pobliską bibliotekę, żeby zaopatrzyć się w coś ciekawego na najbliższy miesiąc. I... jestem niezwykle zadowolona, bo wreszcie udało mi się upolować ciężko dostępne okazy, szczególnie mam tu na myśli "Dziewczynę z sąsiedztwa". Zobaczcie zresztą sami moje smakowitości :)  


  1. "Strażnik sadu" Cormac McCarthy - ja po prostu musiałam to mieć! McCarthy'ego pokochałam miłością bezgraniczną za jego "Drogę" i mam plan, żeby poznać wszystkie jego utwory. Czasem jak sobie coś postanowię, to tak musi być. Koniec, kropka. :)
  2. "Dziewczyna z sąsiedztwa" Jack Ketchum - dziwię się sobie, że jeszcze nie czytałam nic Ketchuma. Nie wiem zupełnie, jak to się stało, ale wreszcie mam okazję, by nadrobić zaległości. Przyznaję, że niełatwo było upolować tę książkę.
  3. "Namalowane okno" Jose Carlos Somoza - to akurat tzw. dzieło przypadku. Coś mnie przyciągnęło do tej książki (intuicja?), opis zachęcił do tego, by książkę przygarnąć i zabrać do domu :)  
  4. "Marzenie Celta" Mario Vargas Llosa - już od dawna planowałam zapoznać się z chociaż jednym utworem tego autora, lecz czekałam na odpowiedni czas i odpowiednie nastawienie. Myślę, że właśnie ta chwila nadeszła.
  5. "Łaskawe" Jonathan Littell - "o matko, jaką sobie pani cegłę wybrała!" - tak zareagowała pani bibliotekarka, kiedy przytargałam do niej to grube tomiszcze :) Rzeczywiście, czytanie tej książki będzie sporym wyzwaniem, nie tylko z powodu rozmiarów, ale i tematyki. Zdania są podzielone, jeśli chodzi o odbiór tej książki, więc postanowiłam "przetestować" swój.
Mimo, że stosik nie jest szczególnie imponujący, to i tak się z niego cieszę :) 
Czytaliście coś z tego, co tu zaprezentowałam? Polecacie, odradzacie? :)

sobota, 3 listopada 2012

Recenzja zbiorcza


Korzystając z pomysłu, który pojawił się już na wielu blogach, postanowiłam napisać recenzję zbiorczą, czyli kilka słów o książkach, które z wielu powodów czekają w kolejce na recenzję, a im dłużej z tym zwlekam, tym gorzej jest mi się za taką recenzję zabrać. Pojawiło się więc troszkę zaległości :) A szkoda by było nie wspomnieć chociaż w jednym zdaniu o tym, co miałam możliwość przeczytać. 


Autor: Pam Lewis
Tytuł: Idealna rodzina
Wydawnictwo: Świat Książki, 2010
Ilość stron: 304 

Opis z okładki: "Straszny wypadek zmienia losy bogatej i szanowanej rodziny Cartretów. Pam, pełna życia najmłodsza córka Jaspera Cartreta, zostaje znaleziona w jeziorze nieopodal ich letniej posiadłości. Jej brat William podejrzewa morderstwo. Choć rodzina chce rozpaczliwie zatuszować sprawę, on próbuje dojść prawdy. Rezultaty są wstrząsające. Co przez lata skrzętnie ukrywała ich nieżyjąca matka? Dlaczego żadne z dzieci nie widziało zdjęć matki sprzed urodzenia najstarszej z sióstr? Kim jest nieznajomy mężczyzna obecny na pogrzebie Pam?".

Pamiętam, że po przeczytaniu ostatniego zdania z książki i odłożeniu jej na półkę, stwierdziłam "niezła, ale banalna". Nie ma w niej nic odkrywczego, jest w pewnych momentach zbyt przewidywalna. Akcja toczy się szybko, więc nie ma w zasadzie czasu na nudę. To wielki pozytyw tej książki. Jest tu jakaś mroczna rodzinna tajemnica, która nie dla wszystkich może być aż tak oczywista, są ciekawe zwroty akcji. Wszystko, co dobry thriller powinien zawierać. Uważam, że warto przeczytać tę ciekawą historię, lecz w moim odczuciu nie pozostawia po sobie żadnych głębszych emocji. Idealne NPZ (to taki mój wymyślony skrót) - Nabyte, Przeczytane, Zapomniane.  

Moja ocena: 4/6



Autor: Laura Whitcomb
Tytuł: Światła pochylenie
Wydawnictwo: Initium, 2010
Ilość stron: 232

Opis z okładki: "Helen przebywała właśnie na lekcji angielskiego w szkole średniej, kiedy to poczuła - po raz pierwszy od 130 lat patrzyły na nią ludzkie oczy. Oczy należące do chłopca, który aż do tej chwili niczym szczególnym się nie wyróżniał. Równocześnie przerażona i zaintrygowana Helen zaczyna czuć, że coś ją do niego przyciąga. Fakt, że on przebywa w ludzkim ciele, a ona nie, stanowi dla nich pierwsze wyzwanie. Walcząc o znalezienie drogi do bycia razem, odkrywają sekrety swojej własnej przeszłości, jak również szczegóły z życia młodych ludzi, których ciała przejęli". 

Kiedy zaczęłam czytać "Światła pochylenie" byłam zachwycona! Początek był po prostu niesamowity, wciągający i bardzo obiecujący. Z czasem mój zachwyt zmienił się w lekkie rozczarowanie, potem małe znudzenie, lecz na szczęście zakończenie uratowało całą powieść. Zabrakło mi tu przede wszystkim dopracowania pewnych szczegółów. Pomysł na fabułę był naprawdę świetny, gorzej trochę z realizacją. Przede wszystkim zabrakło mi chemii między głównymi bohaterami. Niby są zakochani, ale ja tak naprawdę tego nie czułam. Miałam wrażenie, że tych dwoje połączyła ich niebanalna egzystencja (oboje są duchami). To tak, jakby dwoje ludzi - mężczyzna i kobieta wylądowali przypadkowo na bezludnej wyspie. Nie mają nikogo oprócz siebie, więc wiadomo, że z czasem to zacieśni ich relacje. Ale czy to ma coś wspólnego z miłością? Zdecydowanie zabrakło mi tego "czegoś" :)

Dobrze pokazany jest za to wątek pewnej bardzo religijnej, wręcz fanatycznej rodziny, której powierzchowny portret jest taki, jaki powinien być - idealny, lecz pod maską idealności kryje się totalna obłuda, kłamstwa, niespełnienie... 

Podsumowując, książka z wielkim potencjałem, choć nie do końca zrealizowanym.      

Moja ocena: 4,5/6


Autor: Adam Zalewski
Tytuł: Rowerzysta
Wydawnictwo: Grasshopper, 2009
Ilość stron: 504

Opis z okładki: "Po brutalnym morderstwie matki w sercu małego Jerry'ego rodzi się chęć zemsty. Strach zmienia się w gniew, a niewinność w chęć zabijania. Jerry rozpoczyna krwawe żniwo. Wyrywa chwasty szumowin, które zagrażają szczęściu jego rodziny i przyjaciół. Niczym Robin Hood ograbia czarne charaktery, tyle że... z życia".

"Rowerzysta" bardzo mnie zaskoczył. Kupując tę książkę, liczyłam na dobry polski thriller, lecz znowu się okazało, że kolejny nasz rodzimy pisarz postanowił osadzić akcję swojego utworu w... Stanach Zjednoczonych. Ale dlaczego??? Co takiego mają w sobie te Stany, czego nie ma Polska? No i... szybko zapomniałam o wszystkich swoich obiekcjach, ponieważ wciągnęłam się w tę powieść natychmiast. Nie, nie jest tu wszystko idealne. Autor ma dość niecodzienny sposób pisania, do którego trzeba się przyzwyczaić, a to nie jest łatwe zadanie. Otóż chodzi tu o konsekwentne pomijanie zdań rozwiniętych. Autor w żadnym wypadku nie szczędzi sobie kropek, a każdy dłuższy akapit przypomina czasem serię króciutkich zdań wyplutych przez karabin maszynowy. Z dialogami jest podobnie.

Tych wrażliwszych ostrzegam, że jest tu sporo przekleństw, a i też przelewa się sporo krwi. I kawy :) Żadna poważniejsza rozmowa nie odbyłaby się bez tego cudownego napoju :) Jeśli chodzi o postać Jerry'ego, to mamy tu niejednoznaczny przykład - albo kontrowersyjnego bohatera, albo antybohatera. Wybór tak właściwie należy do nas, bo w zasadzie jest po prostu zwykłym mordercą. Jednak ofiarami są tu tzw. czarne charaktery, osoby, które również zabijają. Czy jednak można usprawiedliwiać tego typu czyny, nawet jeśli robione są w dobrej wierze? 

Adam Zalewski, choć się tego bardzo obawiałam, to jednak świetnie oddał w "Rowerzyście" amerykańskie realia, więc mu tę całą "amerykańskość" wybaczam i zaliczam lekturę do udanych.

Moja ocena: 4,5/6